Strony

sobota, 13 czerwca 2020

Flower Summer

Hejka Kochani,

Trochę mnie tutaj nie było...
Co powiecie na to bym jednak wróciła? 😊
Na dobry początek chciałabym pokazać Wam moją propozycję na ślub cywilny w plenerze.
Wygoda przede wszystkim 😊
Sukienka to polska marka Laurella (moja ukochana od jakiegoś czasu).
Buziaki i do zobaczenia wkrótce 🤭😘






niedziela, 27 stycznia 2019

Ulubieńcy

Witajcie kochani,

Postanowiłam, że zbiorę kilka rzeczy bez których ostatnio nie mogę się obejść. 

Zacznijmy od mojego najnowszego odkrycia, a mianowicie peelingu cukrowego do ciała Nacomi. Nie lubię się balsamować po kąpieli,więc jest to dla mnie fantastyczne rozwiązanie. Wychodzę z wanny i mam już na sobie warstwę, która nawilża moje ciało. Do tego ten genialny zapach! Jestem zakochana...

A teraz coś bez czego nie wyobrażam sobie codziennego funkcjonowania. Napój ryżowo-kokosowy z Lidla marki Joya. Dla alergika jest to świętość! Bardzo dobry w smaku, ma w porządku skład czego chcieć więcej??? Używam do kawy, zabielam nim sosy, do jaglanki, koktajli.Wierzcie lub nie, ale na tyle już się do niego przyzwyczaiłam, że nie chce słyszeć o żadnym innym!


Ostatnio moja twarz bardzo polubiła się z peelingiem marki Isana Egg White. Bardzo fajnie oczyszcza skórę, a także nawilża. Jest dość wydajny, a po zmyciu produktu skóra jest gładka. Co ważne dla mnie nie podrażnia, jest dostępny w każdym Rossmannie, a kosztuje niewiele.

Markę Muscat kocham za bardzo dobrą jakość, design, a także rozsądne ceny. W swojej kolekcji mam już trójkę gagatków: dwie pary okularów korekcyjnych i jedną przeciwsłonecznych. Jestem zadowolona i ostatnio znów zaczynam zastanawiać się czy może nie potrzebuje kolejnych...
Szczerze Wam polecam!

 Szpilki z Mango stały się moim służbowym obuwiem. Uwielbiam je za to, że są wygodne, a także bardzo zgrabnie wyglądają na nogach. Pewnie nie zdziwi Was, że przymierzam się do kupna kolejnej pary tym razem w czerwieni.


Dodatkiem bez którego nie ostatnio nie wychodzę z domu jest pasek. Idealnie pasuje do sukienek, podkreśla wąską talię. Urozmaica stylizację. Ja akurat posiadam marki Stradivarius, podoba mi się jego kowbojski styl, ale Wy możecie wybrać zupełnie inny. 


Chyba to by było na tyle, dajcie znać bez czego ostatnio nie możecie się obejść. Mam nadzieję, że moje propozycję Was zainteresowały i skusicie się na którąś z nich.

czwartek, 7 czerwca 2018

Gdzie w Poznaniu najlepiej zabrać Dziada na obiad??????

Bardzo lubię jeść, ale mój partner to przebija wszystkich. Śmieję się, że ma chyba 7 żołądków! Gdy jest głodny nie da się z Nim wytrzymać. Jeśli wybieramy się gdzieś na spacer czy wycieczkę rowerową powinnam uwzględnić, że mój Panicz będzie za chwilę głodny ;) Brzmi znajomo? 
Przychodzę do Was z trzema różnymi propozycjami miejsc, do których warto zabrać Dziada na obiad :)

 1. SteakHouse EVIL Poznań ul. Wojskowa 4, 61-792 Poznań

Miejsce baaardzo na topie. Raczej każde Dziadzisko jest fanem steków! Sugeruje najpierw dokonać rezerwacji bo możecie się zdziwić, że nie znajdą się dwa miejsca...Miejsce fajnie urządzone. Personel bardzo profesjonalny, a to ważne! Nie ma nic gorszego jak kelner, który nic nie wie i biega do szefa kuchni! Porcję pokaźne. Cena dostosowana jest do jakości. Chcecie zjeść dobrze, to trzeba zapłacić. Chcecie oszczędzić to zapraszam do Tesco/Lidla/Biedronki.
Cena liczona jest od gramatury mięsa. Personel podczas przyjmowania zamówienia pyta o stopień wysmażenia. W pomieszczeniu jest możliwość podejrzenia jak kucharze smażą mięso. W menu znajdują się także sałatki. Dla każdego coś miłego! ;)


2. FORNI ROSSI NEAPOLITAN PIZZERIA & RESTAURANT ul. Naramowicka 92 Poznań

Jeśli Wasz Dziad uwielbia pizzę, a Wy jeszcze tu nie byliście to koniecznie trzeba to zmienić!!! Przystawka Montanara genialna! Pizzę są przepyszne, a jakość składników na najwyższym poziomie. Za daleko Wam do Włoch? Nie ma problemu, tu zdecydowanie skosztujecie włoskich przysmaków.
Ceny przyzwoite, nie grozi Wam bankructwo ;) Polecam usiąść na zewnątrz w przepięknym ogrodzie.

(zdjęcie ze strony restauracji, nie jest mojego autorstwa)


3. WSPÓLNY STÓŁ  Śródka 6, 61-125 Poznań

Jedno z moich ulubionych miejsc. Przytulne, menu kosi niebanalnymi propozycjami. Będą Państwo zadowoleni! Polecam burgera z kaczki. Nie spodziewacie się, że tak może smakować. Po co iść na zwykłego burgerka jak można skosztować takiego rarytasa. Do tego wszystkiego dochodzą dania dnia, które zaskoczą nie jednego Dziada ;) Ceny standardowe, jakość potraw na wysokim poziomie. Czego chcieć więcej???


 Dajcie znać koniecznie jakie są Wasze propozycje miejsc godnych polecenia :)

niedziela, 20 maja 2018

Hi Five!

Przychodzę do Was dzisiaj z mocną piątką! Chodzi mi o produkty, które ostatnio pokochałam...za co konkretnie? Zapraszam serdecznie do lektury!

Zaczniemy od podkładu. Szukałam ostatnio produktu, który mogłabym stosować na co dzień. Mój wcześniejszy wybór Studio Fix MACA okazał się być zbyt ciężki dla mnie. Uważam, że jest świetny na wyjątkowe okazję, a do codziennego makijażu potrzebowałam czegoś innego. 
Totalnie zauroczył mnie Catrice, HD Liquid Coverage Foundation. Mój kolor to Light Beige 01.
Poniżej znajdziecie moje wnioski podczas stosowania:

  •  pozostawia na twarzy ładny świeży blask ,a cera wygląda na wypoczętą i dobrze nawilżoną;
  •   matowi skórę;
  •  nie zapycha, nie zauważyłam by "wysypało" mnie na twarzy po nim;
  •  nie jest widoczny na cerze, faktycznie druga skóra;
  • daje wrażenie wygładzonej cery;
  •   nie ściera się, gdy nie dotyka się twarzy, więc można rzec, że trwałość jest zadowalająca;
  • nie wchodzi w zmarszczki, a to ważne dla mnie;
  •   nie zbiera się w kącikach nosa;
  •   nie przesusza cery;
  •   nie waży się, fajnie łączy się z innymi produktami;
  • trochę oksyduje, mnie osobiście to nie przeszkadza bo kolor jedynie lekko ciemnieje;



  • przystępna cena to duży plus;
Bardzo serdecznie zachęcam Was do przetestowania tego produktu. Ja póki co jestem bardzo zadowolona.

Kolejnym moim odkryciem będzie korektor marki Maybelline, Instant Age Rewind Eraser.
Ja mam w kolorze 01 Light. Ostatnio używałam tylko tego z Catrice, a chciałam spróbować czegoś innego. Testuje go od jakiegoś czasu i śmiało mogę powiedzieć, że:
  • ma lekką konsystencję;
  • przyjemny aplikator;
  • krycie jest dobre;
  • produkt nie wchodzi w zmarszczki;
  • nie tworzy suchej skorupy pod oczami;





 Miłością od pierwszego użycia okazała się być Cashmere, Secret Glam, Baza wygładzająco - rozświetlająca. Trafiłam na nią całkiem przypadkiem. Do czasopisma Elle dołączona była próbka. Po pierwszym użyciu wiedziałam, że to miłość :) Nie zauważałam żadnych wad, a zalety są następujące:
  • produkt dobrze się rozprowadza ;
  • wygładza twarz;
  •  nie podrażnia, a moja skóra jest wrażliwa;
  • opakowanie z pompką (zużywamy całość produktu),dzięki czemu jest wydajna;
  • cena;
  • dostępność;
  • przepiękna błyszcząca skóra z maleńkimi drobinkami;




Dwa ostatnie ulubione produkty są do ust.Pokrótce Wam o nich opowiem. Testuje je od kilku dni, więc na świeżo mam kilka wniosków.
Wibo, Million Dollar Matte Liner Extra Lasting (Matowa kredka do ust z temperówką). Kredka naprawdę bardzo długo utrzymuje mi się na ustach.Bardzo łatwo się rozprowadza, a kolory do wyboru są cudne, aż ciężko się zdecydować na jedną! Do tego to złote opakowanie! Do tego wszystkiego nie wysusza ust! 
Eveline, Oh! My Lips, Matt Lip Kit Liquid Matt Lipstick & Contour Lip Liner (Zestaw do makijażu ust: matowa pomadka w płynie i konturówka) totalnie mnie zauroczyła swoją jakością. Nie miałam prawie żadnego śladu ust na szklance! Szok i niedowierzanie ;) W zestawie jest kredka wraz z temperówką co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem. Testowałam ją w trudnych warunkach i efekt jest zadowalający.





Mam nadzieję, że moje propozycję się Wam spodobają i chętnie po nie sięgniecie jeśli jeszcze ich nie znacie. Jak zawsze zachęcam Was do komentowania na dole pod postem. Chętnie poznam Wasze top 5 ostatnich odkryć.


















 
 




poniedziałek, 7 maja 2018

Zapach życia...

"Perfumy to niewidoczny, ale niezapomniany i niedościgniony dodatek. Są zapowiedzią przybycia kobiety, pobrzmiewają jeszcze, gdy ona już odeszła." 
Coco Chanel

Niektórym pewne momenty w życiu kojarzą się z muzyką, innym ze smakiem, fotografią, a jeszcze inni zamykają ulotne w chwile w flakoniku perfum. W tym roku szukałam zapachu, który będzie kojarzyć mi się słońcem, ciepłem, lekkością, pozytywnymi zmianami. Niedługo wychodzę za mąż i bardzo istotne dla mnie jest to, jak będę pachnieć tego dnia. W końcu ten zapach zapamiętam do końca mojego życia...

" Oda do światła, słoneczny, świetlisty kwiat pomarańczy połączony z nutami jaśminu w sercu, delikatnie owocowe nuty czarnej porzeczki w otwarciu zwieńczone białym piżmem i paczuli w bazie..."

Zdecydowałam się na zapach Elie Saab In White. Kiedy pierwszy raz go powąchałam zobaczyłam szczęśliwą kobietę, koronkową sukienkę, świeże białe kwiaty, piękny słoneczny dzień, wraz z letnim jaśminowym wiatrem, który delikatnie muska włosy. 
Moim zdaniem jest to kompozycja dla silnych kobiet, które w głębi duszy pozostają romantyczkami.
Jestem bardzo zadowolona, że udało mi się znaleźć idealny zapach dla tak wyjątkowej chwili. Na mojej skórze perfumy Elie Saab są trwałe. Miałam już okazję używać tych pomarańczowych Resort Collection 2017. Jak będziecie mieć okazję to koniecznie zapoznajcie się z nimi.
A Wy także zwracaliście na to zapach idealnie komponował się ze wszystkim w dniu ślubu?
Macie jakieś szczególne zapachy, które uwielbiacie wiosną/latem?



 

wtorek, 21 listopada 2017

Korpo świat

Zastanawiałam się jak zacząć ten post...Będzie trochę inaczej niż zwykle. Wiecie, że od czasu do czasu na blogu pojawiają się refleksje/przemyślenia. Dziś o tym, czego nauczyła mnie praca w korporacji.
Nie będę specjalnie odkrywcza stwierdzając i praca w korpo jest ciężka. Na pewno pod względem psychicznym i nie ukrywajmy, nie ma w niej miejsca dla osób "słabych". Możesz udawać, że :
  •  nic Cię nie rusza;
  • jesteś nastawiona/y na cel;
  • praca to nie miejsce na sentymenty;
  • przychodzisz by odbębnić swoje 8 h i po wyjściu z biura wyłączasz się całkowicie;
Pytanie: Ile jesteś w stanie znieść? Jak daleko posuniesz się by osiągnąć swój cel?  
Wielokrotnie słyszałam, iż jestem słupkiem na zestawieniu strat i zysków. Czy czułam się w ten sposób? Tak. Czy traktowano mnie przedmiotowo? Wiele razy.

Nie jestem ani osobą, która "uprzejmie donosi", a ni też wazeliniarą. Jestem zdania, że ciężką i uczciwą pracą można osiągnąć sukces. Niestety nie w korpo. Tu każdy patrzy kiedy wbić Ci nóż w plecy. Oczywiście zdarzają  się wyjątki. Lepiej jednak się z tym nie obnosić bo łatwo można stać się czyimś targetem. Motywacja? Nie myśl, że ktokolwiek będzie Cię głaskać po głowie. Zdecydowanie częściej dostaniesz reprymendę niż podziękowanie.
Myślisz, przecież wszędzie tak jest. Rywalizacja była i będzie. Wyścig szczurów. Pogoń za skutecznością. Działania na granicy prawa.
Każdy ma możliwość wyboru jak chce być postrzegany. Może warto udawać głupszego niż się jest w rzeczywistości by uśpić czyjąś czujność? A może od razu chcesz się zaprezentować jako osoba, która nie cofnie się przed niczym? 
Praca w korporacji nie jednokrotnie sprawiała, że czułam się jak luźna kupa. Wybaczcie dość dosadne porównanie ;) Próbowano mi wmówić, iż wszystko robię źle. Wielokrotnie kwestionowano wartości, w które wierzę. Często ma się wrażenie, że to walka z wiatrakami. Nic się nie zmieni.
Obserwowałam różne strategie. Możesz nie wychylać się i liczyć na to, że pozostaniesz niezauważony i tym samym będziesz mieć spokój. Możesz się buntować, ale to będzie Cię słono kosztować. Możesz spróbować zacząć podlizywać się właściwej osobie, która będzie Twoją przepustką do awansu. Możesz bezwzględnie knuć intrygi, oszukiwać, a także przypisywać sobie zasługi kosztem innych.
Możesz także pozostać sobą. Być uprzejmym dla innych. Ciężko pracować, dobrze wykonywać swoją pracę. Mieć b.dobre wyniki. Tylko po co? 
Nikogo to przecież nie obchodzi kim jesteś naprawdę. Czy płaczesz w domu, bo ktoś kolejny raz próbował wmówić Ci, że nic nie znaczysz. Czy poza pracą jesteś wzorową Matką/Ojcem, Żoną/Mężem. 
 Praca w korporacji, albo zahartuję Twój charakter, lub też zniszczy wszystko to w co wierzyłeś/aś. Nauczysz się myślenia strategicznego. Poznasz czym jest selekcja. Będziesz świadkiem intryg, konfliktów, wzlotów czy też upadków. 
Postaraj się wynieść z tej lekcji jak najwięcej. Jak poradzisz sobie w korporacji to zapewniam, że dasz radę wszędzie ;)



 

czwartek, 16 listopada 2017

Makijaż permanentny brwi-metoda mieszana. Krok po kroku.

Brwi, mówi się, że są oprawą oczu...Powiem szczerze, że nigdy nie przywiązywałam do nich wagi...Jakiś czas temu zostałam uświadomiona, że ich nie mam. Może nie dosłownie, ale że posiadam 3/4 brwi. Gdzie 1/4???? Nie wiem. Być może kiedyś ją sobie wyrwałam i włosy nigdy już mi nie odrosły. Nie pamiętam, w którym momencie to się stało. Kiedyś chodziłam na depilację woskiem, ale w po jakimś czasie szkoda mi było wydawać o 20 zł na kosmetyczkę, więc zaczęłam kombinować i to był mój BŁĄD!!!! Teraz tego żałuję, ale jest już za późno. 
Kiedy uświadomiono mnie, że coś jest nie tak z oprawą moich oczu, nie od razu zdecydowałam się na makijaż permanentny. Najpierw zrobiłam hennę. Szczerze, czułam się po niej jak potwór. Szok był tak duży, że nie chciałam wyjść z domu!

Była to dla mnie nowość i potrzebowałam czasu by się z nią oswoić. Potem zaczęłam nieudolnie rysować sobie brwi. Zajmowało mi to dużo czasu. Zawsze wychodziło inaczej. Czasem równo, często krzywo. Było to strasznie uciążliwe dla mnie. Noszę okulary, więc kreski zmazywały się. Niestety nie ma idealnych kosmetyków do brwi. Nawet te wodoodporne schodzą. Otrzymywałam sporo info od Was, że mam straszne brwi. Ja o tym wiedziałam i uwierzcie mi było mi z tym źle.





W końcu podjęłam decyzję, że zdecyduje się na makijaż permanentny. Uznałam, że metoda mieszana będzie najlepszą dla mnie. Przejrzałam kilka ofert różnych salonów kosmetycznych. Nie chciałam wyglądać gorzej niż teraz. Obawiałam się, że będę mieć zdziwione brwi. Wierzcie lub nie, ale katastrofizowanie to mój ukryty talent! Wiedziałam już czego chce, na jakim efekcie mi zależy, nie wiedziałam tylko jakie miejsce wybrać.
Na studio urody Katarzyny Maj trafiłam przypadkiem. Moja kuzynka i kilka znajomych polubiło jej funpage. Zaczęłam przeglądać jej pracę i byłam pod dużym wrażeniem. Miałam dużo pytań, na które Kasia cierpliwie mi odpowiadała.
W między czasie dostałam uczulenia i podczas konsultacji dermatologicznej uzyskałam zalecenie by przed zabiegiem sprawdzić czy barwnik/tusz jaki będzie używany nie uczuli mnie.
Wykonałam tydzień przed zabiegiem test, który polegał na zrobieniu kropki za uchem i obserwacji ewentualnych reakcji na skórze.
 Wszystko przebiegło pomyślnie i mogłam mieć przeprowadzony zabieg.
Nie zdecydowałam się na znieczulenie, gdyż bałam się go. Nigdy nie miałam żadnego i schizowałam się,że to będzie jakiś zastrzyk :P
Sama aplikacja składała się z dwóch części. Najpierw włoski, potem barwnik. Nie będę ściemniać...strasznie bolało!!!! Kolejne poprawianie podrażnionej skóry było coraz gorsze. Piekło, mega łzawiły mi oczy, bo podrażnione były nerwy. Przeklinałam strasznie! Sama wizyta trwała 25 minut. Podpisałam różne zgody i zapłaciłam 600 zł. Powtarzałam sobie, że "w bólu rodzi się piękno."

Byłam zachwycona efektem końcowym. Miałam swoje nowe brwi. Moja twarz się zmieniła! 
Na moje nieszczęście zaczęłam czytać w internecie o skutkach ubocznych zabiegu i przeciwwskazaniach. Byłam spanikowana!!!
Teraz już wiem, że to głupie...Taka już jestem PANIKARA!!! ;)
Bardzo jestem wdzięczna, że Kasia, która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki namalowała mi nowe brwi, cierpliwie mi wszystko tłumaczyła. Myślę, że to ważne by móc skonsultować kwestie, które nas nurtują. W internecie nie znalazłam żadnej instrukcji czy analizy gojenia.
Najgorszy był dzień po zabiegu, gdzie bolała mnie głowa i skóra. Wszystko było podrażnione.

Brwi po dwóch dniach zaczęły robić się ciemne, czarne wręcz!
Były bardzo wyraźnie i obawiałam się, że takie pozostaną. Kasia wszystko mi wytłumaczyła i wiedziałam czego mogę się spodziewać. Byłam podekscytowana i chciałam już widzieć efekt końcowy.



Czwartego dnia pojawił się strupek i powoli zaczął schodzić. Cały czas smarowałam kremem i chodziłam bez makijażu by nic nie podrażnić :P 


Wiem, że wyglądam jak Paszczur na tych zdjęciach :P Czego się nie robi w imię nauki :) Z racji tego, że mam zimny typ urody brwi wyszły lekko szarawe i nie do końca mi się to podobało. Wiedziałam,że taki efekt może być i liczyłam się z nim. Miałam jednak nadzieję, że może jednak będzie inaczej.

Szósty/siódmy dzień po  zabiegu przyniósł całkowitą eliminację strupka.
Widziałam,że lewa brew jest nieco krótsza i korekta będzie niezbędna by ten efekt być satysfakcjonujący.




Na korektę zgłosiłam się po 4 tygodniach. Kosztowała ona 150 zł. Najpierw ustaliłyśmy co mi przeszkadza i jaki efekt finalnie chciałabym uzyskać. Z Kasią super mi się współpracowało. Jest bardzo profesjonalna i zaangażowana. Widać, że to jej pasja, a ja uwielbiam takich ludzi! 
Tym razem miałam znieczulenie...Powiem Wam, że i tak mega mnie bolało choć sama korekta trwała znacznie krócej.

Byłam już spokojniejsza, bo wiedziałam co mnie czeka ;) Proces gojenia miał być krótszy. Następnego dnia pojawił się strupek. W trakcie smarowania maścią malowałam się :P Już miałam większy luz. Kolor nie był taki nijaki tylko ciemniejszy. Kształt był znacznie lepszy :)



Obecnie wyglądam tak jak na zdjęciu poniżej. Wydaje mi się, że jestem zupełnie inna. Niby taka mała rzecz, a zobaczcie jak zmienia wszystko! Jestem bardzo wdzięczna,bo zyskałam pewność siebie i dodatkowe punkty do mojej samooceny. Mój makijaż trwa krócej, nie wkurzam się już, że coś mi się zmaże. Jeśli macie możliwość skorzystania z makijażu permanentnego to serdecznie polecam Wam metodę mieszaną (piórkowa+henna). Odwiedźcie koniecznie studio urody Katarzyny Maj https://www.facebook.com/Studio-Urody-Katarzyna-Maj-216629958670921/  bo jest najlepsza!!! Zobaczcie jakie cuda robi i zróbcie sobie prezent!
 Nie jest to tani zabieg, ale ja traktuje to jako inwestycję w siebie. Lepiej wydać więcej i mieć pewność, że nikt nam krzywdy nie zrobi i efekt będzie zadowalający.


Buziaki :*