Strony

poniedziałek, 7 maja 2018

Zapach życia...

"Perfumy to niewidoczny, ale niezapomniany i niedościgniony dodatek. Są zapowiedzią przybycia kobiety, pobrzmiewają jeszcze, gdy ona już odeszła." 
Coco Chanel

Niektórym pewne momenty w życiu kojarzą się z muzyką, innym ze smakiem, fotografią, a jeszcze inni zamykają ulotne w chwile w flakoniku perfum. W tym roku szukałam zapachu, który będzie kojarzyć mi się słońcem, ciepłem, lekkością, pozytywnymi zmianami. Niedługo wychodzę za mąż i bardzo istotne dla mnie jest to, jak będę pachnieć tego dnia. W końcu ten zapach zapamiętam do końca mojego życia...

" Oda do światła, słoneczny, świetlisty kwiat pomarańczy połączony z nutami jaśminu w sercu, delikatnie owocowe nuty czarnej porzeczki w otwarciu zwieńczone białym piżmem i paczuli w bazie..."

Zdecydowałam się na zapach Elie Saab In White. Kiedy pierwszy raz go powąchałam zobaczyłam szczęśliwą kobietę, koronkową sukienkę, świeże białe kwiaty, piękny słoneczny dzień, wraz z letnim jaśminowym wiatrem, który delikatnie muska włosy. 
Moim zdaniem jest to kompozycja dla silnych kobiet, które w głębi duszy pozostają romantyczkami.
Jestem bardzo zadowolona, że udało mi się znaleźć idealny zapach dla tak wyjątkowej chwili. Na mojej skórze perfumy Elie Saab są trwałe. Miałam już okazję używać tych pomarańczowych Resort Collection 2017. Jak będziecie mieć okazję to koniecznie zapoznajcie się z nimi.
A Wy także zwracaliście na to zapach idealnie komponował się ze wszystkim w dniu ślubu?
Macie jakieś szczególne zapachy, które uwielbiacie wiosną/latem?



 

wtorek, 21 listopada 2017

Korpo świat

Zastanawiałam się jak zacząć ten post...Będzie trochę inaczej niż zwykle. Wiecie, że od czasu do czasu na blogu pojawiają się refleksje/przemyślenia. Dziś o tym, czego nauczyła mnie praca w korporacji.
Nie będę specjalnie odkrywcza stwierdzając i praca w korpo jest ciężka. Na pewno pod względem psychicznym i nie ukrywajmy, nie ma w niej miejsca dla osób "słabych". Możesz udawać, że :
  •  nic Cię nie rusza;
  • jesteś nastawiona/y na cel;
  • praca to nie miejsce na sentymenty;
  • przychodzisz by odbębnić swoje 8 h i po wyjściu z biura wyłączasz się całkowicie;
Pytanie: Ile jesteś w stanie znieść? Jak daleko posuniesz się by osiągnąć swój cel?  
Wielokrotnie słyszałam, iż jestem słupkiem na zestawieniu strat i zysków. Czy czułam się w ten sposób? Tak. Czy traktowano mnie przedmiotowo? Wiele razy.

Nie jestem ani osobą, która "uprzejmie donosi", a ni też wazeliniarą. Jestem zdania, że ciężką i uczciwą pracą można osiągnąć sukces. Niestety nie w korpo. Tu każdy patrzy kiedy wbić Ci nóż w plecy. Oczywiście zdarzają  się wyjątki. Lepiej jednak się z tym nie obnosić bo łatwo można stać się czyimś targetem. Motywacja? Nie myśl, że ktokolwiek będzie Cię głaskać po głowie. Zdecydowanie częściej dostaniesz reprymendę niż podziękowanie.
Myślisz, przecież wszędzie tak jest. Rywalizacja była i będzie. Wyścig szczurów. Pogoń za skutecznością. Działania na granicy prawa.
Każdy ma możliwość wyboru jak chce być postrzegany. Może warto udawać głupszego niż się jest w rzeczywistości by uśpić czyjąś czujność? A może od razu chcesz się zaprezentować jako osoba, która nie cofnie się przed niczym? 
Praca w korporacji nie jednokrotnie sprawiała, że czułam się jak luźna kupa. Wybaczcie dość dosadne porównanie ;) Próbowano mi wmówić, iż wszystko robię źle. Wielokrotnie kwestionowano wartości, w które wierzę. Często ma się wrażenie, że to walka z wiatrakami. Nic się nie zmieni.
Obserwowałam różne strategie. Możesz nie wychylać się i liczyć na to, że pozostaniesz niezauważony i tym samym będziesz mieć spokój. Możesz się buntować, ale to będzie Cię słono kosztować. Możesz spróbować zacząć podlizywać się właściwej osobie, która będzie Twoją przepustką do awansu. Możesz bezwzględnie knuć intrygi, oszukiwać, a także przypisywać sobie zasługi kosztem innych.
Możesz także pozostać sobą. Być uprzejmym dla innych. Ciężko pracować, dobrze wykonywać swoją pracę. Mieć b.dobre wyniki. Tylko po co? 
Nikogo to przecież nie obchodzi kim jesteś naprawdę. Czy płaczesz w domu, bo ktoś kolejny raz próbował wmówić Ci, że nic nie znaczysz. Czy poza pracą jesteś wzorową Matką/Ojcem, Żoną/Mężem. 
 Praca w korporacji, albo zahartuję Twój charakter, lub też zniszczy wszystko to w co wierzyłeś/aś. Nauczysz się myślenia strategicznego. Poznasz czym jest selekcja. Będziesz świadkiem intryg, konfliktów, wzlotów czy też upadków. 
Postaraj się wynieść z tej lekcji jak najwięcej. Jak poradzisz sobie w korporacji to zapewniam, że dasz radę wszędzie ;)



 

czwartek, 16 listopada 2017

Makijaż permanentny brwi-metoda mieszana. Krok po kroku.

Brwi, mówi się, że są oprawą oczu...Powiem szczerze, że nigdy nie przywiązywałam do nich wagi...Jakiś czas temu zostałam uświadomiona, że ich nie mam. Może nie dosłownie, ale że posiadam 3/4 brwi. Gdzie 1/4???? Nie wiem. Być może kiedyś ją sobie wyrwałam i włosy nigdy już mi nie odrosły. Nie pamiętam, w którym momencie to się stało. Kiedyś chodziłam na depilację woskiem, ale w po jakimś czasie szkoda mi było wydawać o 20 zł na kosmetyczkę, więc zaczęłam kombinować i to był mój BŁĄD!!!! Teraz tego żałuję, ale jest już za późno. 
Kiedy uświadomiono mnie, że coś jest nie tak z oprawą moich oczu, nie od razu zdecydowałam się na makijaż permanentny. Najpierw zrobiłam hennę. Szczerze, czułam się po niej jak potwór. Szok był tak duży, że nie chciałam wyjść z domu!

Była to dla mnie nowość i potrzebowałam czasu by się z nią oswoić. Potem zaczęłam nieudolnie rysować sobie brwi. Zajmowało mi to dużo czasu. Zawsze wychodziło inaczej. Czasem równo, często krzywo. Było to strasznie uciążliwe dla mnie. Noszę okulary, więc kreski zmazywały się. Niestety nie ma idealnych kosmetyków do brwi. Nawet te wodoodporne schodzą. Otrzymywałam sporo info od Was, że mam straszne brwi. Ja o tym wiedziałam i uwierzcie mi było mi z tym źle.





W końcu podjęłam decyzję, że zdecyduje się na makijaż permanentny. Uznałam, że metoda mieszana będzie najlepszą dla mnie. Przejrzałam kilka ofert różnych salonów kosmetycznych. Nie chciałam wyglądać gorzej niż teraz. Obawiałam się, że będę mieć zdziwione brwi. Wierzcie lub nie, ale katastrofizowanie to mój ukryty talent! Wiedziałam już czego chce, na jakim efekcie mi zależy, nie wiedziałam tylko jakie miejsce wybrać.
Na studio urody Katarzyny Maj trafiłam przypadkiem. Moja kuzynka i kilka znajomych polubiło jej funpage. Zaczęłam przeglądać jej pracę i byłam pod dużym wrażeniem. Miałam dużo pytań, na które Kasia cierpliwie mi odpowiadała.
W między czasie dostałam uczulenia i podczas konsultacji dermatologicznej uzyskałam zalecenie by przed zabiegiem sprawdzić czy barwnik/tusz jaki będzie używany nie uczuli mnie.
Wykonałam tydzień przed zabiegiem test, który polegał na zrobieniu kropki za uchem i obserwacji ewentualnych reakcji na skórze.
 Wszystko przebiegło pomyślnie i mogłam mieć przeprowadzony zabieg.
Nie zdecydowałam się na znieczulenie, gdyż bałam się go. Nigdy nie miałam żadnego i schizowałam się,że to będzie jakiś zastrzyk :P
Sama aplikacja składała się z dwóch części. Najpierw włoski, potem barwnik. Nie będę ściemniać...strasznie bolało!!!! Kolejne poprawianie podrażnionej skóry było coraz gorsze. Piekło, mega łzawiły mi oczy, bo podrażnione były nerwy. Przeklinałam strasznie! Sama wizyta trwała 25 minut. Podpisałam różne zgody i zapłaciłam 600 zł. Powtarzałam sobie, że "w bólu rodzi się piękno."

Byłam zachwycona efektem końcowym. Miałam swoje nowe brwi. Moja twarz się zmieniła! 
Na moje nieszczęście zaczęłam czytać w internecie o skutkach ubocznych zabiegu i przeciwwskazaniach. Byłam spanikowana!!!
Teraz już wiem, że to głupie...Taka już jestem PANIKARA!!! ;)
Bardzo jestem wdzięczna, że Kasia, która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki namalowała mi nowe brwi, cierpliwie mi wszystko tłumaczyła. Myślę, że to ważne by móc skonsultować kwestie, które nas nurtują. W internecie nie znalazłam żadnej instrukcji czy analizy gojenia.
Najgorszy był dzień po zabiegu, gdzie bolała mnie głowa i skóra. Wszystko było podrażnione.

Brwi po dwóch dniach zaczęły robić się ciemne, czarne wręcz!
Były bardzo wyraźnie i obawiałam się, że takie pozostaną. Kasia wszystko mi wytłumaczyła i wiedziałam czego mogę się spodziewać. Byłam podekscytowana i chciałam już widzieć efekt końcowy.



Czwartego dnia pojawił się strupek i powoli zaczął schodzić. Cały czas smarowałam kremem i chodziłam bez makijażu by nic nie podrażnić :P 


Wiem, że wyglądam jak Paszczur na tych zdjęciach :P Czego się nie robi w imię nauki :) Z racji tego, że mam zimny typ urody brwi wyszły lekko szarawe i nie do końca mi się to podobało. Wiedziałam,że taki efekt może być i liczyłam się z nim. Miałam jednak nadzieję, że może jednak będzie inaczej.

Szósty/siódmy dzień po  zabiegu przyniósł całkowitą eliminację strupka.
Widziałam,że lewa brew jest nieco krótsza i korekta będzie niezbędna by ten efekt być satysfakcjonujący.




Na korektę zgłosiłam się po 4 tygodniach. Kosztowała ona 150 zł. Najpierw ustaliłyśmy co mi przeszkadza i jaki efekt finalnie chciałabym uzyskać. Z Kasią super mi się współpracowało. Jest bardzo profesjonalna i zaangażowana. Widać, że to jej pasja, a ja uwielbiam takich ludzi! 
Tym razem miałam znieczulenie...Powiem Wam, że i tak mega mnie bolało choć sama korekta trwała znacznie krócej.

Byłam już spokojniejsza, bo wiedziałam co mnie czeka ;) Proces gojenia miał być krótszy. Następnego dnia pojawił się strupek. W trakcie smarowania maścią malowałam się :P Już miałam większy luz. Kolor nie był taki nijaki tylko ciemniejszy. Kształt był znacznie lepszy :)



Obecnie wyglądam tak jak na zdjęciu poniżej. Wydaje mi się, że jestem zupełnie inna. Niby taka mała rzecz, a zobaczcie jak zmienia wszystko! Jestem bardzo wdzięczna,bo zyskałam pewność siebie i dodatkowe punkty do mojej samooceny. Mój makijaż trwa krócej, nie wkurzam się już, że coś mi się zmaże. Jeśli macie możliwość skorzystania z makijażu permanentnego to serdecznie polecam Wam metodę mieszaną (piórkowa+henna). Odwiedźcie koniecznie studio urody Katarzyny Maj https://www.facebook.com/Studio-Urody-Katarzyna-Maj-216629958670921/  bo jest najlepsza!!! Zobaczcie jakie cuda robi i zróbcie sobie prezent!
 Nie jest to tani zabieg, ale ja traktuje to jako inwestycję w siebie. Lepiej wydać więcej i mieć pewność, że nikt nam krzywdy nie zrobi i efekt będzie zadowalający.


Buziaki :*

niedziela, 3 września 2017

Me, Myself and I...

Z Agnieszką na sesję umawiałyśmy się z pół roku. To było za zimno, to za ciepło. Raz czułam się jak kupa, drugi raz jej nie pasowało. Nie mogłyśmy się zgrać, choć przyznam, że to w dużej mierze była moja wina bo byłam zdania, że na pewno źle wyjdę na zdjęciach. Nie jestem modelką, wiem jakie mam proporcję i miałam pełną świadomość, że cudów nie będzie :) Z drugiej strony pamiętajmy, że to my sami jesteśmy najbardziej krytyczni wobec siebie. Każdy widzi nas inaczej ;) 
W końcu udało nam się spotkać i miałyśmy wielkie szczęście bo pogoda była przepiękna. Wybrałam miejsce bardzo bliskie ostatnio mojemu sercu...Śródka.
Pierwszy lookbook jaki chcę Wam pokazać jest z sukienką z Mohito w kolorze khaki. Dobrałam do niej wyraziste baletki z najnowszej kolekcji marki Stradivarius
Bardzo polecam Wam współpracę z Agnieszką Urbaniak. Jest zaangażowana i widać, że lubi to co robi. Czy to nie połowa sukcesu?  Jeśli zależy Wam na świetnej atmosferze, pięknych zdjęciach i pełnym profesjonalizmie to koniecznie kliknijcie link i zapoznajcie się z propozycjami Agi. Gwarantuję, że nie pożałujecie. 

Linki: https://www.facebook.com/a.u.fotografia.poznan/

           https://agnieszka-urbaniak.wixsite.com/a-u-fotografia 









Zdjęcia: Agnieszka Urbaniak Fotografia
Sukienka: Mohito
Naszyjnik: Apart
Buty: Stradivarius

niedziela, 23 lipca 2017

5 rzeczy, w które warto zainwestować tego lata.

Witajcie po długiej przerwie;

Przygotowałam dla Was post z niezbędnikami tego sezonu. Lato jest w tym roku niestety kapryśne, więc jakoś trzeba sobie poprawić humor. Zapraszam do lektury :)

1. Sukienka 

Fajna sukienka to klucz do letniej stylizacji. Najlepiej wybrać taką, która pasuje zarówno do szpilek jak i trampek. Ja wybrałam z angielskim haftem, który nadaje niepowtarzalny styl. Krój uniwersalny, pasuje praktycznie do każdej sylwetki.

Link do produktu: http://www2.hm.com/pl_pl/productpage.0549337007.html#Niebieski

Przepiękna romantyczna koronkowa sukienka z odkrytymi ramionami. Ma podszewkę dzięki czemu bielizna nie prześwituję.





 Link do produktu: http://www2.hm.com/pl_pl/productpage.0484134004.html#Mi%C4%99towozielony



2. Zapach

Nie wyobrażam sobie lata bez kwiatowego lub owocowego zapachu. Lubię dostosować perfumy do pór roku czy mojego nastroju. 

W zeszłym roku rozkoszowałam się zapachem Aqua Allegoria z kolekcji Guerlain. Piękna nuta owocowa cytrusowa przenosiła mnie w jakieś słoneczne miejsce z pięknym ogrodem.

Link do produktu: https://www.douglas.pl/douglas/Perfumy-Perfumy%20damskie-Perfumy-Guerlain-Aqua-Allegoria-Pera-Granita_productbrand_3000078684.html?sourceRef=j9kRxg5Ch&productEntryPoint=

 W tym sezonie zachwycił mnie Resort Collection marki Elie Saab.
Dominują w niej soczyste nuty czerwonych owoców - czerwonej mandarynki i granatu, wzbogacone delikatną wonią białych kwiatów pomarańczy i jaśminu. Kompozycję uzupełniają intensywne akordy paczuli. Zapach jest bardzo trwały.


Link do produktu: https://www.douglas.pl/douglas/Perfumy/index_01.html?sourceRef=1kEwRc51k&filterBrand=Elie+Saab

3. Torebka

Od zawsze wiadomo, że damska torebka nie jedną skrywa tajemnicę. Często to właśnie ona staję się dopełnieniem stylizacji.



 Link do produktu: https://www.zara.com/pl/pl/kobieta/torby/wy%C5%9Bwietl-wszystko/sztywna-torebka-typu-kuferek-z-koralikami-c734144p4630119.html




 Link do produktu: https://www.zara.com/pl/pl/kobieta/torby/wy%C5%9Bwietl-wszystko/torebka-listonoszka-z-plecionki-c734144p4630157.html

4. Rozświetlacz

Szczególnie latem na wieczorne wyjście lubię użyć rozświetlacza, który sprawia, że skóra wygląda na wypoczętą. Zakochałam się w marce Becca. Osobiście posiadam ww. produkt w odcieniu Moonstone. Jest bardzo trwały, lekki i jeszcze mi się nie zważył. Cud, miód i orzeszki ;) 

Link do produktu: http://www.sephora.pl/Makijaz/Cera/Rozswietlacze/Shimmering-Skin-Perfector-Pressed-Rozswietlacz-w-pudrze/P2691026

 5. Trampki

Cały rok czekam by założyć moje ukochane białe trampki. Ja wybrałam kultową markę Converse model Chuck Taylor All Star. Pasują do wszystkiego i są bardzo wygodne.


Link do produktu: http://sklep.sizeer.com/damskie-converse,plec_marka,WW,CO/ 

 Na tym koniec moich letnich niezbędników. Dajcie znać jakie są Wasze ;) 



czwartek, 4 maja 2017

GDZIE IŚĆ/NIE IŚĆ NA HAMBURGERA W POZNANIU?

Z racji tego, że czytają mnie także faceci ten post będzie dedykowany głównie Wam ;)
Z doświadczenia wiem, że najlepiej zabrać dziada w miejsce gdzie dostanie porządną porcję mięsa!
W Poznaniu wiele jest miejsc, które serwują hamburgery. Moja opinia jest oczywiście subiektywna i możecie się z nią nie zgodzić. Opiszę dziś 3 miejsca, w których miałam okazję zjeść.
3,2,1...zaczynamy!

Na pierwszy ogień idzie UGRYŹ, które mieści się na Smolnej. Mam tam blisko, a że czasem każdemu nic się nie chce to postanowiłam spróbować osiedlowej produkcji. Zaliczyłam dwa podejścia i trzeciego już nie przewiduję. Najpierw zjadłam Bekonowego klasyka: 200 g mięsa, podwójny bekon, podwójny cheddar, sałata, pomidor, czerwona cebula, ogórek kiszony, sos do wyboru ( ja wybrałam BBQ).
Moja opinia:
Porządny kawał mięsa, które niestety jest przeciętne. Bułka niedobra, rozwala się. Nawalono dodatków, które są bez smaku. Sos BBQ jest kiepski (podobno kupny, nie własnej roboty).
Fajnie, że od serca jest wszystkiego, tylko że po kilku minutach wszystko się rozwala i mój posiłek wygląda jakbym go zwymiotowała i odechciewa mi się wszystkiego...
Podejście nr 2 to Ugryź Plyndze : 200 g mięsa, placek ziemniaczany, oscypek, szynka parmeńska, żurawina, rukola, pieczarki, majonez.
 Moja opinia:
Masakra! Nic do siebie nie pasuje...ja miałam bekon, a teraz jak piszę ten post to widzę, że wprowadzili szynkę parmeńską. Już wtedy mega źle to wszystko smakowało, boję się pomyśleć jak jest w tej kombinacji. Tradycyjnie po minucie wszystko się rozwaliło, nawalone wszystkiego choć oscypka w ogóle nie czułam. Jak to możliwe, że można tak zepsuć hamburgera?
Wydaję się to taki banał: mięso+dodatki+sos. 
Plus, że ceny są przystępne i pytają o stopień wysmażenia mięsa.Reszta to totalna klapa ku mojej rozpaczy, bo dobre żarcie pod chatą jest na wagę złota ;)

 
Po przeczytaniu recenzji Wygrywam z Anoreksją postanowiłam zabrać swojego faceta do nowego miejsca na Wrocławskiej tj. GOŁE BABY. Zamówiłam hamburgera o takiej samej nazwie co lokal. Miał być podany z obłędnym zdaniem ww. osoby sosem śliwkowo-musztardowym. 
Moja opinia:
Niestety kulinarnego orgazmu nie było. Nikt nie zapytał się mnie o stopień wysmażenia mięsa, ale ku mojemu zaskoczeniu było idealne ;) Pieczywo bardzo dobre, chrupiące i co najważniejsze nie rozwaliło mi się po minucie pałaszowania. Co do sosu to bardzo mi nie smakował. Zupełnie nie mój smak, ale to oczywiście kwestia gustu. Ceny przystępne. Dodatki świeże i fajnie dobrane do mięsa. Myślę, że tu wrócę bo warto!



Mówi się, że ostatni będą pierwszymi...Wracając z wycieczki rowerowej przez Śródkę całkiem przypadkiem natrafiliśmy na foodtrack PIANO BURGER. Mówiąc szczerze to zanim zdecydowałam się cokolwiek zamówić wygooglowałam sobie opinie bo nazwa jakoś mało znana mi była. Wybrałam Beethovena oczywiście z bekonem (tak wiem, jestem nudna jeśli chodzi o wybór).
Moja opinia:
Sos miał być BBQ i miodowo-musztardowy. Poprosiłam o to by nie dodawać miodu bo nie przepadam za słodkimi sosami. Pan zapytał o stopień wysmażenia mięsa. Przyjął moją prośbę do wiadomości i zasugerował inne rozwiązanie. Bułka była chrypiąca, mięsko idealnie wysmażone i soczyste. Sosy nie zrobiły mi dania papki, czułam każdy dodatek, nawet ogórka kwaszonego, który był przepyszny! Dawno nie jadłam tak dobrego burgerka. Jeśli zobaczycie ten foodtrack, który jest mobilny to nie wahajcie się ani chwili! Zdecydowanie do Was wrócę by spróbować kolejnych propozycji.


Jeśli znacie miejsce, które zdecydowanie powinnam odwiedzić to dajcie znać w komentarzu. Czekam na Wasze opinie i propozycję ;)

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Kotleciki schabowe w niebanalnej panierce...

Ostatni post z przepisem na bg ciasto bez cukru spotkał się z Waszym dużym zainteresowaniem, dlatego postanowiłam pójść za ciosem i dodać kolejną propozycję. Wykonanie jest dość szybkie i banalnie proste, dlatego bez zbędnych wstępów zaczynamy!


Lista zakupów:
  • schab bez kości, najlepiej już rozbity i pokrojony (kupujecie tyle ile chcecie mieć kotlecików);
  • suszone warzywa (ja kupiłam swoje w Rossmannie);
  • 1 jajko;
  • olej kokosowy;
  • sól;
  • pieprz kolorowy;
Schabik kroimy na mniejsze kotleciki, doprawiamy wedle uznania. Obtaczamy w jajku i suszonych warzywach. Najprościej ujmując wykorzystujemy suszone warzywka jako panierkę ;)
Smażymy na oleju kokosowym i uważamy by nam się nie spaliły! Jeśli nie będziemy pilnować to gwarantuję Wam, że nasza panierka będzie czarna...
Warzywna panierka jest smaczną alternatywą dla osób, które nie mogą jeść tartej bułki.

Smacznego!