Witajcie po długiej przerwie;
Przygotowałam dla Was post z niezbędnikami tego sezonu. Lato jest w tym roku niestety kapryśne, więc jakoś trzeba sobie poprawić humor. Zapraszam do lektury :)
1. Sukienka
Fajna sukienka to klucz do letniej stylizacji. Najlepiej wybrać taką, która pasuje zarówno do szpilek jak i trampek. Ja wybrałam z angielskim haftem, który nadaje niepowtarzalny styl. Krój uniwersalny, pasuje praktycznie do każdej sylwetki.
Link do produktu: http://www2.hm.com/pl_pl/productpage.0549337007.html#Niebieski
Przepiękna romantyczna koronkowa sukienka z odkrytymi ramionami. Ma podszewkę dzięki czemu bielizna nie prześwituję.
Link do produktu: http://www2.hm.com/pl_pl/productpage.0484134004.html#Mi%C4%99towozielony
2. Zapach
Nie wyobrażam sobie lata bez kwiatowego lub owocowego zapachu. Lubię dostosować perfumy do pór roku czy mojego nastroju.
W zeszłym roku rozkoszowałam się zapachem Aqua Allegoria z kolekcji Guerlain. Piękna nuta owocowa cytrusowa przenosiła mnie w jakieś słoneczne miejsce z pięknym ogrodem.
Link do produktu: https://www.douglas.pl/douglas/Perfumy-Perfumy%20damskie-Perfumy-Guerlain-Aqua-Allegoria-Pera-Granita_productbrand_3000078684.html?sourceRef=j9kRxg5Ch&productEntryPoint=
W tym sezonie zachwycił mnie Resort Collection marki Elie Saab.
Dominują w niej soczyste nuty czerwonych owoców - czerwonej mandarynki i
granatu, wzbogacone delikatną wonią białych kwiatów pomarańczy i
jaśminu. Kompozycję uzupełniają intensywne akordy paczuli. Zapach jest bardzo trwały.
Link do produktu: https://www.douglas.pl/douglas/Perfumy/index_01.html?sourceRef=1kEwRc51k&filterBrand=Elie+Saab
3. Torebka
Od zawsze wiadomo, że damska torebka nie jedną skrywa tajemnicę. Często to właśnie ona staję się dopełnieniem stylizacji.
Link do produktu: https://www.zara.com/pl/pl/kobieta/torby/wy%C5%9Bwietl-wszystko/sztywna-torebka-typu-kuferek-z-koralikami-c734144p4630119.html
Link do produktu: https://www.zara.com/pl/pl/kobieta/torby/wy%C5%9Bwietl-wszystko/torebka-listonoszka-z-plecionki-c734144p4630157.html
4. Rozświetlacz
Szczególnie latem na wieczorne wyjście lubię użyć rozświetlacza, który sprawia, że skóra wygląda na wypoczętą. Zakochałam się w marce Becca. Osobiście posiadam ww. produkt w odcieniu Moonstone. Jest bardzo trwały, lekki i jeszcze mi się nie zważył. Cud, miód i orzeszki ;)
Link do produktu: http://www.sephora.pl/Makijaz/Cera/Rozswietlacze/Shimmering-Skin-Perfector-Pressed-Rozswietlacz-w-pudrze/P2691026
5. Trampki
Cały rok czekam by założyć moje ukochane białe trampki. Ja wybrałam kultową markę Converse model Chuck Taylor All Star. Pasują do wszystkiego i są bardzo wygodne.
Link do produktu: http://sklep.sizeer.com/damskie-converse,plec_marka,WW,CO/
Na tym koniec moich letnich niezbędników. Dajcie znać jakie są Wasze ;)
niedziela, 23 lipca 2017
czwartek, 4 maja 2017
GDZIE IŚĆ/NIE IŚĆ NA HAMBURGERA W POZNANIU?
Z racji tego, że czytają mnie także faceci ten post będzie dedykowany głównie Wam ;)
Z doświadczenia wiem, że najlepiej zabrać dziada w miejsce gdzie dostanie porządną porcję mięsa!
W Poznaniu wiele jest miejsc, które serwują hamburgery. Moja opinia jest oczywiście subiektywna i możecie się z nią nie zgodzić. Opiszę dziś 3 miejsca, w których miałam okazję zjeść.
3,2,1...zaczynamy!
Na pierwszy ogień idzie UGRYŹ, które mieści się na Smolnej. Mam tam blisko, a że czasem każdemu nic się nie chce to postanowiłam spróbować osiedlowej produkcji. Zaliczyłam dwa podejścia i trzeciego już nie przewiduję. Najpierw zjadłam Bekonowego klasyka: 200 g mięsa, podwójny bekon, podwójny cheddar, sałata, pomidor, czerwona cebula, ogórek kiszony, sos do wyboru ( ja wybrałam BBQ).
Moja opinia:
Porządny kawał mięsa, które niestety jest przeciętne. Bułka niedobra, rozwala się. Nawalono dodatków, które są bez smaku. Sos BBQ jest kiepski (podobno kupny, nie własnej roboty).
Fajnie, że od serca jest wszystkiego, tylko że po kilku minutach wszystko się rozwala i mój posiłek wygląda jakbym go zwymiotowała i odechciewa mi się wszystkiego...
Podejście nr 2 to Ugryź Plyndze : 200 g mięsa, placek ziemniaczany, oscypek, szynka parmeńska, żurawina, rukola, pieczarki, majonez.
Moja opinia:
Masakra! Nic do siebie nie pasuje...ja miałam bekon, a teraz jak piszę ten post to widzę, że wprowadzili szynkę parmeńską. Już wtedy mega źle to wszystko smakowało, boję się pomyśleć jak jest w tej kombinacji. Tradycyjnie po minucie wszystko się rozwaliło, nawalone wszystkiego choć oscypka w ogóle nie czułam. Jak to możliwe, że można tak zepsuć hamburgera?
Wydaję się to taki banał: mięso+dodatki+sos.
Plus, że ceny są przystępne i pytają o stopień wysmażenia mięsa.Reszta to totalna klapa ku mojej rozpaczy, bo dobre żarcie pod chatą jest na wagę złota ;)
Po przeczytaniu recenzji Wygrywam z Anoreksją postanowiłam zabrać swojego faceta do nowego miejsca na Wrocławskiej tj. GOŁE BABY. Zamówiłam hamburgera o takiej samej nazwie co lokal. Miał być podany z obłędnym zdaniem ww. osoby sosem śliwkowo-musztardowym.
Moja opinia:
Niestety kulinarnego orgazmu nie było. Nikt nie zapytał się mnie o stopień wysmażenia mięsa, ale ku mojemu zaskoczeniu było idealne ;) Pieczywo bardzo dobre, chrupiące i co najważniejsze nie rozwaliło mi się po minucie pałaszowania. Co do sosu to bardzo mi nie smakował. Zupełnie nie mój smak, ale to oczywiście kwestia gustu. Ceny przystępne. Dodatki świeże i fajnie dobrane do mięsa. Myślę, że tu wrócę bo warto!
Mówi się, że ostatni będą pierwszymi...Wracając z wycieczki rowerowej przez Śródkę całkiem przypadkiem natrafiliśmy na foodtrack PIANO BURGER. Mówiąc szczerze to zanim zdecydowałam się cokolwiek zamówić wygooglowałam sobie opinie bo nazwa jakoś mało znana mi była. Wybrałam Beethovena oczywiście z bekonem (tak wiem, jestem nudna jeśli chodzi o wybór).
Moja opinia:
Sos miał być BBQ i miodowo-musztardowy. Poprosiłam o to by nie dodawać miodu bo nie przepadam za słodkimi sosami. Pan zapytał o stopień wysmażenia mięsa. Przyjął moją prośbę do wiadomości i zasugerował inne rozwiązanie. Bułka była chrypiąca, mięsko idealnie wysmażone i soczyste. Sosy nie zrobiły mi dania papki, czułam każdy dodatek, nawet ogórka kwaszonego, który był przepyszny! Dawno nie jadłam tak dobrego burgerka. Jeśli zobaczycie ten foodtrack, który jest mobilny to nie wahajcie się ani chwili! Zdecydowanie do Was wrócę by spróbować kolejnych propozycji.
Jeśli znacie miejsce, które zdecydowanie powinnam odwiedzić to dajcie znać w komentarzu. Czekam na Wasze opinie i propozycję ;)
Z doświadczenia wiem, że najlepiej zabrać dziada w miejsce gdzie dostanie porządną porcję mięsa!
W Poznaniu wiele jest miejsc, które serwują hamburgery. Moja opinia jest oczywiście subiektywna i możecie się z nią nie zgodzić. Opiszę dziś 3 miejsca, w których miałam okazję zjeść.
3,2,1...zaczynamy!
Na pierwszy ogień idzie UGRYŹ, które mieści się na Smolnej. Mam tam blisko, a że czasem każdemu nic się nie chce to postanowiłam spróbować osiedlowej produkcji. Zaliczyłam dwa podejścia i trzeciego już nie przewiduję. Najpierw zjadłam Bekonowego klasyka: 200 g mięsa, podwójny bekon, podwójny cheddar, sałata, pomidor, czerwona cebula, ogórek kiszony, sos do wyboru ( ja wybrałam BBQ).
Moja opinia:
Porządny kawał mięsa, które niestety jest przeciętne. Bułka niedobra, rozwala się. Nawalono dodatków, które są bez smaku. Sos BBQ jest kiepski (podobno kupny, nie własnej roboty).
Fajnie, że od serca jest wszystkiego, tylko że po kilku minutach wszystko się rozwala i mój posiłek wygląda jakbym go zwymiotowała i odechciewa mi się wszystkiego...
Podejście nr 2 to Ugryź Plyndze : 200 g mięsa, placek ziemniaczany, oscypek, szynka parmeńska, żurawina, rukola, pieczarki, majonez.
Moja opinia:
Masakra! Nic do siebie nie pasuje...ja miałam bekon, a teraz jak piszę ten post to widzę, że wprowadzili szynkę parmeńską. Już wtedy mega źle to wszystko smakowało, boję się pomyśleć jak jest w tej kombinacji. Tradycyjnie po minucie wszystko się rozwaliło, nawalone wszystkiego choć oscypka w ogóle nie czułam. Jak to możliwe, że można tak zepsuć hamburgera?
Wydaję się to taki banał: mięso+dodatki+sos.
Plus, że ceny są przystępne i pytają o stopień wysmażenia mięsa.Reszta to totalna klapa ku mojej rozpaczy, bo dobre żarcie pod chatą jest na wagę złota ;)
Po przeczytaniu recenzji Wygrywam z Anoreksją postanowiłam zabrać swojego faceta do nowego miejsca na Wrocławskiej tj. GOŁE BABY. Zamówiłam hamburgera o takiej samej nazwie co lokal. Miał być podany z obłędnym zdaniem ww. osoby sosem śliwkowo-musztardowym.
Moja opinia:
Niestety kulinarnego orgazmu nie było. Nikt nie zapytał się mnie o stopień wysmażenia mięsa, ale ku mojemu zaskoczeniu było idealne ;) Pieczywo bardzo dobre, chrupiące i co najważniejsze nie rozwaliło mi się po minucie pałaszowania. Co do sosu to bardzo mi nie smakował. Zupełnie nie mój smak, ale to oczywiście kwestia gustu. Ceny przystępne. Dodatki świeże i fajnie dobrane do mięsa. Myślę, że tu wrócę bo warto!
Mówi się, że ostatni będą pierwszymi...Wracając z wycieczki rowerowej przez Śródkę całkiem przypadkiem natrafiliśmy na foodtrack PIANO BURGER. Mówiąc szczerze to zanim zdecydowałam się cokolwiek zamówić wygooglowałam sobie opinie bo nazwa jakoś mało znana mi była. Wybrałam Beethovena oczywiście z bekonem (tak wiem, jestem nudna jeśli chodzi o wybór).
Moja opinia:
Sos miał być BBQ i miodowo-musztardowy. Poprosiłam o to by nie dodawać miodu bo nie przepadam za słodkimi sosami. Pan zapytał o stopień wysmażenia mięsa. Przyjął moją prośbę do wiadomości i zasugerował inne rozwiązanie. Bułka była chrypiąca, mięsko idealnie wysmażone i soczyste. Sosy nie zrobiły mi dania papki, czułam każdy dodatek, nawet ogórka kwaszonego, który był przepyszny! Dawno nie jadłam tak dobrego burgerka. Jeśli zobaczycie ten foodtrack, który jest mobilny to nie wahajcie się ani chwili! Zdecydowanie do Was wrócę by spróbować kolejnych propozycji.
poniedziałek, 17 kwietnia 2017
Kotleciki schabowe w niebanalnej panierce...
Ostatni post z przepisem na bg ciasto bez cukru spotkał się z Waszym dużym zainteresowaniem, dlatego postanowiłam pójść za ciosem i dodać kolejną propozycję. Wykonanie jest dość szybkie i banalnie proste, dlatego bez zbędnych wstępów zaczynamy!
Lista zakupów:
Smażymy na oleju kokosowym i uważamy by nam się nie spaliły! Jeśli nie będziemy pilnować to gwarantuję Wam, że nasza panierka będzie czarna...
Warzywna panierka jest smaczną alternatywą dla osób, które nie mogą jeść tartej bułki.
Lista zakupów:
- schab bez kości, najlepiej już rozbity i pokrojony (kupujecie tyle ile chcecie mieć kotlecików);
- suszone warzywa (ja kupiłam swoje w Rossmannie);
- 1 jajko;
- olej kokosowy;
- sól;
- pieprz kolorowy;
Smażymy na oleju kokosowym i uważamy by nam się nie spaliły! Jeśli nie będziemy pilnować to gwarantuję Wam, że nasza panierka będzie czarna...
Warzywna panierka jest smaczną alternatywą dla osób, które nie mogą jeść tartej bułki.
Smacznego!
niedziela, 26 lutego 2017
Kawa, kawka kawusia-----> Czyli o tym gdzie w Poznaniu można dostać dobrą kawę?
Kto z nas nie zaczyna dnia od kawy? A może zapytam inaczej: kto z ręką na sercu jest w stanie zapewnić, że nie wypija w ciągu dnia chociaż jednej filiżanki? Ja osobiście nie traktuję kawy jako niezbędnego napoju by w miarę normalnie funkcjonować na co dzień. Raczej jest to dla mnie swoisty rytuał, chwila dla siebie, kiedy mogę się zatrzymać i delektować smakiem. Staram się nie pić jej w pośpiechu, choć nie zawsze mi się to udaję. Oczywiście barista ze mnie żaden, więc nie będę się tu przechwalać i nawijać Wam makaron na uszy...Moja opinia jest subiektywna. Macie prawo się z nią nie zgodzić. Jeśli znacie inne miejsca, z lepszym asortymentem to koniecznie dajcie mi znać. Jestem otwarta na każdą propozycję.
Odwiedziłam wiele sklepów, oferujących kawę. Zdecydowanie polecam Wam wizytę w Starym Browarze, gdzie mieści się Pożegnanie z Afryką, kameralny sklepik z fantastyczną kawą. Płacimy za jakość, która jest na wysokim poziomie. Produkty mają wyraźny smak, który utrzymuję się nawet po zalaniu mlekiem.
Fusy szybko opadają, a piękny zapach otrzymuje się cały czas. Ostatnio podczas wizyty w sklepie zakupiłam 100 g Sumatry Mandheling, która zdecydowanie skradła moje serce. Podobno to najbardziej intensywna arabica w skali światowej! Z racji tego, że celem mojej wizyty w Browarze był seans w kinie, schowałam zakup do plecaka. Dodam, że cała sala pachniała kawą...a sam zapach pomimo wyjęcia produktu z plecaczka, utrzymywał się ok 2 tyg!!!
Sklep ma swój fun page: https://www.facebook.com/pozegnaniezafrykapoznan/
Kolejnym atutem jest bardzo miły i kompetentny personel. Sama jestem laikiem, więc oczekuje od pracowników wiedzy i minimum zaangażowania ;) Panie bardzo cierpliwie tłumaczą i otwierają słoiczki by klient mógł powąchać każdą kawę.
Ceny są przystępne, więc każdy znajdzie coś dla siebie ;)
Odwiedziłam wiele sklepów, oferujących kawę. Zdecydowanie polecam Wam wizytę w Starym Browarze, gdzie mieści się Pożegnanie z Afryką, kameralny sklepik z fantastyczną kawą. Płacimy za jakość, która jest na wysokim poziomie. Produkty mają wyraźny smak, który utrzymuję się nawet po zalaniu mlekiem.
Fusy szybko opadają, a piękny zapach otrzymuje się cały czas. Ostatnio podczas wizyty w sklepie zakupiłam 100 g Sumatry Mandheling, która zdecydowanie skradła moje serce. Podobno to najbardziej intensywna arabica w skali światowej! Z racji tego, że celem mojej wizyty w Browarze był seans w kinie, schowałam zakup do plecaka. Dodam, że cała sala pachniała kawą...a sam zapach pomimo wyjęcia produktu z plecaczka, utrzymywał się ok 2 tyg!!!
Sklep ma swój fun page: https://www.facebook.com/pozegnaniezafrykapoznan/
Kolejnym atutem jest bardzo miły i kompetentny personel. Sama jestem laikiem, więc oczekuje od pracowników wiedzy i minimum zaangażowania ;) Panie bardzo cierpliwie tłumaczą i otwierają słoiczki by klient mógł powąchać każdą kawę.
Ceny są przystępne, więc każdy znajdzie coś dla siebie ;)
środa, 8 lutego 2017
BEZglutenowe kruche ciasto z nadzieniem daktylowym.
Dziś na bloga wrzucam obiecany już wcześniej przepis na słodki deser, ale bez cukru!Ciasto jest bardzo smaczne, a wykonanie go należy do prostych. Od jakiegoś czasu nie jem już słodyczy. Myślałam, że będzie to dla mnie katorga. Okazuje się, że nie jest tak źle! Dostarczam organizmowi cukier, ale w lepszej postaci niż czekolada, batoniki. Zastępuję je bananami, batonami mocy, które sama robię i właśnie ciastem, o którym dziś będzie mowa. Zatem do dzieła!
Składniki:
Ciasto:
450 g mieszanki mąk bezglutenowych (ja użyłam marki Schar)
2 łyżeczki proszku do pieczenia (bezglutenowy)
250 g masła bez laktozy (lub 170 g masła i 80 g oleju kokosowego)
2 jajka
- 100g cukru
Nadzienie
suszone daktyle (wedle uznania)
mieszanka orzechów (ja miałam laskowe, włoskie, migdały, nerkowca)
Daktyle zalewamy wrzątkiem by zmiękły. Orzechy prażymy na suchej patelni.Następnie łączymy jedno z drugim i czekamy ok 1 h aż wszystkie składniki będą na tyle miękkie by dało się je zblendować.
Przygotowanie
Ciasto: wszystkie mąki wsypujemy do misy miksera lub na stolnicę. Dodajemy proszek do pieczenia, pokrojone w kosteczkę zimne masło i miksujemy aż powstanie drobna kruszonka lub wszystko siekamy dokładnie nożem na drobne kawałeczki. Dodajemy jajka i szybko łączymy składniki w kulę, bez długiego zagniatania. Do masy dodałam troszkę olejku migdałowego. Ciasto rozpłaszczamy i dzielimy na 2 kulki (jedna większa, druga mniejsza), wkładamy do woreczka i wstawiamy do zamrażalnika na około 30 minut.
Pierwszą część ciasta rozprowadzamy na okrągłej formie do ciasta, ja używam tej do robienia tarty. Następnie równomiernie rozprowadzamy nadzienie. Wyciągamy z zamrażalnika drugą kulkę ciasta. Na tarce z dużymi dziurkami trzemy ciasto by powstała kruszonka. Górę ciasta posypujemy płatkami migdałów lub wiórkami kokosowymi.
Całość wkładamy do nagrzanego piekarnika ok 180 stopni C na ok 40-45 minut, aż ciasto się zarumieni.
Smacznego! :)
niedziela, 22 stycznia 2017
Pomadki matowe Dr. Irena Eris vs. Inglot
Witajcie,
Trend na pomadki matowe utrzymuje się już od jakiegoś czasu. Dlatego postanowiłam porównać dwa produkty, które sama ostatnio ciągle używam.
Od razu mówię, że jest to moja subiektywna opinia, nie podyktowana żadną współpracą.
No to zaczynamy...
Na początek pomadka matowa marki INGLOT w kolorze intensywnej czerwieni.
Plusy:
+ cena 45 zł;
+ kolor, który jest bardzo intensywny;
+ trwałość;
+ łatwa aplikacja;
Minusy:
- suche usta;
Pomadka matowa z linii Provoke Dr. Ireny Eris:
+ przepiękna gama kolorystyczna;
+ nie wysusza ust;
Minusy:
- cena 55 zł;
- kiepska aplikacja;
- słaba trwałość;
Podsumowanie:
Jeśli miałabym sugerować się odcieniem to wybrałabym zdecydowanie produkty marki Dr. Irena Eris, bo jest przecudowne. W wolnej chwili zobaczcie sobie wszystkie odcienie linii Provoke. Wydając już 55 zł, oczekiwałabym, że pomadka będzie trwalsza. Nakładając ją ma się wrażenie, że jest strasznie sucha. Kłamstwem jest, że wytrzymuje cały dzień, a nawet konsumpcję posiłku.
Zrobiłam test wody. Nałożyłam na dłoń pomadki i zdecydowanie gorzej schodzi ta marki Inglot.
Ze spokojem wytrzymuje pałaszowanie przynajmniej jedno posiłku. Kolory nie powalają, jak w przypadku produktu Dr. Ireny Eris. Moje usta były bardziej wysuszone po stosowaniu pomadki Inglot. Nie mniej to właśnie Inglot zdecydowanie wygrywa ten pojedynek! Jeśli stosujecie pomadki matowe innych firm, dajcie mi koniecznie znać, które warto przetestować ;)
Trend na pomadki matowe utrzymuje się już od jakiegoś czasu. Dlatego postanowiłam porównać dwa produkty, które sama ostatnio ciągle używam.
Od razu mówię, że jest to moja subiektywna opinia, nie podyktowana żadną współpracą.
No to zaczynamy...
Na początek pomadka matowa marki INGLOT w kolorze intensywnej czerwieni.
Plusy:
+ cena 45 zł;
+ kolor, który jest bardzo intensywny;
+ trwałość;
+ łatwa aplikacja;
Minusy:
- suche usta;
Pomadka matowa z linii Provoke Dr. Ireny Eris:
+ przepiękna gama kolorystyczna;
+ nie wysusza ust;
Minusy:
- cena 55 zł;
- kiepska aplikacja;
- słaba trwałość;
Podsumowanie:
Jeśli miałabym sugerować się odcieniem to wybrałabym zdecydowanie produkty marki Dr. Irena Eris, bo jest przecudowne. W wolnej chwili zobaczcie sobie wszystkie odcienie linii Provoke. Wydając już 55 zł, oczekiwałabym, że pomadka będzie trwalsza. Nakładając ją ma się wrażenie, że jest strasznie sucha. Kłamstwem jest, że wytrzymuje cały dzień, a nawet konsumpcję posiłku.
Zrobiłam test wody. Nałożyłam na dłoń pomadki i zdecydowanie gorzej schodzi ta marki Inglot.
Ze spokojem wytrzymuje pałaszowanie przynajmniej jedno posiłku. Kolory nie powalają, jak w przypadku produktu Dr. Ireny Eris. Moje usta były bardziej wysuszone po stosowaniu pomadki Inglot. Nie mniej to właśnie Inglot zdecydowanie wygrywa ten pojedynek! Jeśli stosujecie pomadki matowe innych firm, dajcie mi koniecznie znać, które warto przetestować ;)
niedziela, 23 października 2016
B-day Girl!
Kochani,
Bardzo długo nie pisałam, nawet nie wiem gdzie podziały się te 3 miesiące. Dużo się dzieje w moim życiu i przez to brakuje mi czasu na wszystko. Znacie tą rutynę praca--->dom, a gdzie tu mieć czas na inne kwestie. Jestem osobą, która nie lubi zmian, boi się ich i ma zawsze miliard obaw. Dlaczego? Być może dlatego, że nie czuję się wtedy komfortowo, bezpiecznie. Zmiany są potrzebne, bo rutyna w każdej sferze bywa męcząca. Na niektóre zmiany nie mamy wpływu...czyli np. na metrykę. Ostatnio przekroczyłam pewien "próg" i póki co jestem na etapie oswajania się z tym faktem. Pewnie myślicie sobie, po jakiego grzyba przeżywać swoje kolejne urodziny. Mało jest ważniejszych problemów?
Mówcie co chcecie, ale ja serio jeszcze kilka dni temu myślałam, że zmiana z 2 na 3 to dramat :)
Nigdy mi się nie zdarzyło płakać przed własnymi urodzinami, a tym razem był ryk! Co innego ryczeć
w urodziny bo :
- na 18 tkę dostałam pałę z polskiego od nauczycielki, która z niewiadomych przyczyn mnie nie znosiła;
- wleciałam w wielkie gówno (serio miało to miejsce :))
- otrzymałam telefon od szefa, nie z życzeniami, a z info, że mnie zwalnia!
- bliska Ci osoba wyszła ze szpitala po wielomiesięcznej chemii, bez sił na nic, w rezultacie wszyscy płakali przy moim torcie;
Wszystkie te wymienione sytuacje miały miejsce w moim życiu.
Dlaczego o tym piszę? Może by pośmiać się z samej siebie, by wyciągnąć jakąś lekcje, a może by podnieść na duchu kogoś, kto dopiero doświadczy takich "zmian",a być może produkuję się tu dla tych, którzy czytając mój wywód uśmiechną się i pomyślą, że też tak mieli i powspominają sobie stare dobre czasy.
Pewnie większego dramatu całej sytuacji dodaję fakt, iż postanowiłam sobie zrobić małe podsumowanie swojego życia. Głupia uznałam, że w pewnym wieku, pewne kwestie powinno się już mieć odhaczone. Otóż mam 30 lat, wiem, że wyglądam na 25 lat i dobrze mi z tym. Nie mam męża, dzieci, talii osy. Czy czułam się z tym źle? Miliard razy! Czy szukałam winy w sobie? Oczywiście! Czy ja w ogóle chce mieć dzieci? Chyba...
Ślub mnie przeraża, nie sam sakrament, a wielka impreza, w trakcie której chcesz zadowolić gości a nie siebie. Gry weselne? Dramat! Pierwszy taniec? Masakra!
Ja podczas organizacji imprezy rodzinnej chodzę jak mały nakręcony robocik, a gdzie tu wesele?
Czy czułam się gorsza od moich znajomych, które są już Mamami?
Oczywiście, bardzo, źle reagowałam na pytania: A Ty kiedy? Zegar tyka...
Kolejną część tego posta piszę tydzień później. Czuję, że emocję opadły, a cały stres był niepotrzebny. Myślę sobie, że kwestia posiadania potomstwa jest każdego osobistym wyborem, na który nikt nie powinien wypływu. Nie oceniajcie i przede wszystkim darujcie sobie swoje "złote rady" bo każdy ma prawo żyć jak chce. Nie piszę tego we własnym imieniu bo ja staram się być ponad to wszystko. Piszę to w imieniu osób, które np. nie mogą mieć dzieci, lub tych, które po prostu świadomie wybierają inną drogę życiową. Zanim zaczniemy osądzać drugiego człowieka warto poznać jego historię...
Kiedy dziś myślę o swoim życiu to nie widzę już tych ciemnych barw. Jestem szczęściarą, bo wiele mi się udało. Marzę o tym by nauczyć się w każdej sytuacji znaleźć coś pozytywnego, ale to póki co dla mnie level MASTER...
Jeszcze dużo przede mną...
Jeszcze wiele się muszę nauczyć...
Jeszcze będzie na wszystko czas...
Ściskam,
F.P
Bardzo długo nie pisałam, nawet nie wiem gdzie podziały się te 3 miesiące. Dużo się dzieje w moim życiu i przez to brakuje mi czasu na wszystko. Znacie tą rutynę praca--->dom, a gdzie tu mieć czas na inne kwestie. Jestem osobą, która nie lubi zmian, boi się ich i ma zawsze miliard obaw. Dlaczego? Być może dlatego, że nie czuję się wtedy komfortowo, bezpiecznie. Zmiany są potrzebne, bo rutyna w każdej sferze bywa męcząca. Na niektóre zmiany nie mamy wpływu...czyli np. na metrykę. Ostatnio przekroczyłam pewien "próg" i póki co jestem na etapie oswajania się z tym faktem. Pewnie myślicie sobie, po jakiego grzyba przeżywać swoje kolejne urodziny. Mało jest ważniejszych problemów?
Mówcie co chcecie, ale ja serio jeszcze kilka dni temu myślałam, że zmiana z 2 na 3 to dramat :)
Nigdy mi się nie zdarzyło płakać przed własnymi urodzinami, a tym razem był ryk! Co innego ryczeć
- na 18 tkę dostałam pałę z polskiego od nauczycielki, która z niewiadomych przyczyn mnie nie znosiła;
- wleciałam w wielkie gówno (serio miało to miejsce :))
- otrzymałam telefon od szefa, nie z życzeniami, a z info, że mnie zwalnia!
- bliska Ci osoba wyszła ze szpitala po wielomiesięcznej chemii, bez sił na nic, w rezultacie wszyscy płakali przy moim torcie;
Wszystkie te wymienione sytuacje miały miejsce w moim życiu.
Dlaczego o tym piszę? Może by pośmiać się z samej siebie, by wyciągnąć jakąś lekcje, a może by podnieść na duchu kogoś, kto dopiero doświadczy takich "zmian",a być może produkuję się tu dla tych, którzy czytając mój wywód uśmiechną się i pomyślą, że też tak mieli i powspominają sobie stare dobre czasy.
Pewnie większego dramatu całej sytuacji dodaję fakt, iż postanowiłam sobie zrobić małe podsumowanie swojego życia. Głupia uznałam, że w pewnym wieku, pewne kwestie powinno się już mieć odhaczone. Otóż mam 30 lat, wiem, że wyglądam na 25 lat i dobrze mi z tym. Nie mam męża, dzieci, talii osy. Czy czułam się z tym źle? Miliard razy! Czy szukałam winy w sobie? Oczywiście! Czy ja w ogóle chce mieć dzieci? Chyba...
Ślub mnie przeraża, nie sam sakrament, a wielka impreza, w trakcie której chcesz zadowolić gości a nie siebie. Gry weselne? Dramat! Pierwszy taniec? Masakra!
Ja podczas organizacji imprezy rodzinnej chodzę jak mały nakręcony robocik, a gdzie tu wesele?
Czy czułam się gorsza od moich znajomych, które są już Mamami?
Oczywiście, bardzo, źle reagowałam na pytania: A Ty kiedy? Zegar tyka...
Kolejną część tego posta piszę tydzień później. Czuję, że emocję opadły, a cały stres był niepotrzebny. Myślę sobie, że kwestia posiadania potomstwa jest każdego osobistym wyborem, na który nikt nie powinien wypływu. Nie oceniajcie i przede wszystkim darujcie sobie swoje "złote rady" bo każdy ma prawo żyć jak chce. Nie piszę tego we własnym imieniu bo ja staram się być ponad to wszystko. Piszę to w imieniu osób, które np. nie mogą mieć dzieci, lub tych, które po prostu świadomie wybierają inną drogę życiową. Zanim zaczniemy osądzać drugiego człowieka warto poznać jego historię...
Kiedy dziś myślę o swoim życiu to nie widzę już tych ciemnych barw. Jestem szczęściarą, bo wiele mi się udało. Marzę o tym by nauczyć się w każdej sytuacji znaleźć coś pozytywnego, ale to póki co dla mnie level MASTER...
Jeszcze dużo przede mną...
Jeszcze wiele się muszę nauczyć...
Jeszcze będzie na wszystko czas...
Ściskam,
F.P
Subskrybuj:
Posty (Atom)












