Witajcie,
Trend na pomadki matowe utrzymuje się już od jakiegoś czasu. Dlatego postanowiłam porównać dwa produkty, które sama ostatnio ciągle używam.
Od razu mówię, że jest to moja subiektywna opinia, nie podyktowana żadną współpracą.
No to zaczynamy...
Na początek pomadka matowa marki INGLOT w kolorze intensywnej czerwieni.
Plusy:
+ cena 45 zł;
+ kolor, który jest bardzo intensywny;
+ trwałość;
+ łatwa aplikacja;
Minusy:
- suche usta;
Pomadka matowa z linii Provoke Dr. Ireny Eris:
+ przepiękna gama kolorystyczna;
+ nie wysusza ust;
Minusy:
- cena 55 zł;
- kiepska aplikacja;
- słaba trwałość;
Podsumowanie:
Jeśli miałabym sugerować się odcieniem to wybrałabym zdecydowanie produkty marki Dr. Irena Eris, bo jest przecudowne. W wolnej chwili zobaczcie sobie wszystkie odcienie linii Provoke. Wydając już 55 zł, oczekiwałabym, że pomadka będzie trwalsza. Nakładając ją ma się wrażenie, że jest strasznie sucha. Kłamstwem jest, że wytrzymuje cały dzień, a nawet konsumpcję posiłku.
Zrobiłam test wody. Nałożyłam na dłoń pomadki i zdecydowanie gorzej schodzi ta marki Inglot.
Ze spokojem wytrzymuje pałaszowanie przynajmniej jedno posiłku. Kolory nie powalają, jak w przypadku produktu Dr. Ireny Eris. Moje usta były bardziej wysuszone po stosowaniu pomadki Inglot. Nie mniej to właśnie Inglot zdecydowanie wygrywa ten pojedynek! Jeśli stosujecie pomadki matowe innych firm, dajcie mi koniecznie znać, które warto przetestować ;)
niedziela, 22 stycznia 2017
niedziela, 23 października 2016
B-day Girl!
Kochani,
Bardzo długo nie pisałam, nawet nie wiem gdzie podziały się te 3 miesiące. Dużo się dzieje w moim życiu i przez to brakuje mi czasu na wszystko. Znacie tą rutynę praca--->dom, a gdzie tu mieć czas na inne kwestie. Jestem osobą, która nie lubi zmian, boi się ich i ma zawsze miliard obaw. Dlaczego? Być może dlatego, że nie czuję się wtedy komfortowo, bezpiecznie. Zmiany są potrzebne, bo rutyna w każdej sferze bywa męcząca. Na niektóre zmiany nie mamy wpływu...czyli np. na metrykę. Ostatnio przekroczyłam pewien "próg" i póki co jestem na etapie oswajania się z tym faktem. Pewnie myślicie sobie, po jakiego grzyba przeżywać swoje kolejne urodziny. Mało jest ważniejszych problemów?
Mówcie co chcecie, ale ja serio jeszcze kilka dni temu myślałam, że zmiana z 2 na 3 to dramat :)
Nigdy mi się nie zdarzyło płakać przed własnymi urodzinami, a tym razem był ryk! Co innego ryczeć
w urodziny bo :
- na 18 tkę dostałam pałę z polskiego od nauczycielki, która z niewiadomych przyczyn mnie nie znosiła;
- wleciałam w wielkie gówno (serio miało to miejsce :))
- otrzymałam telefon od szefa, nie z życzeniami, a z info, że mnie zwalnia!
- bliska Ci osoba wyszła ze szpitala po wielomiesięcznej chemii, bez sił na nic, w rezultacie wszyscy płakali przy moim torcie;
Wszystkie te wymienione sytuacje miały miejsce w moim życiu.
Dlaczego o tym piszę? Może by pośmiać się z samej siebie, by wyciągnąć jakąś lekcje, a może by podnieść na duchu kogoś, kto dopiero doświadczy takich "zmian",a być może produkuję się tu dla tych, którzy czytając mój wywód uśmiechną się i pomyślą, że też tak mieli i powspominają sobie stare dobre czasy.
Pewnie większego dramatu całej sytuacji dodaję fakt, iż postanowiłam sobie zrobić małe podsumowanie swojego życia. Głupia uznałam, że w pewnym wieku, pewne kwestie powinno się już mieć odhaczone. Otóż mam 30 lat, wiem, że wyglądam na 25 lat i dobrze mi z tym. Nie mam męża, dzieci, talii osy. Czy czułam się z tym źle? Miliard razy! Czy szukałam winy w sobie? Oczywiście! Czy ja w ogóle chce mieć dzieci? Chyba...
Ślub mnie przeraża, nie sam sakrament, a wielka impreza, w trakcie której chcesz zadowolić gości a nie siebie. Gry weselne? Dramat! Pierwszy taniec? Masakra!
Ja podczas organizacji imprezy rodzinnej chodzę jak mały nakręcony robocik, a gdzie tu wesele?
Czy czułam się gorsza od moich znajomych, które są już Mamami?
Oczywiście, bardzo, źle reagowałam na pytania: A Ty kiedy? Zegar tyka...
Kolejną część tego posta piszę tydzień później. Czuję, że emocję opadły, a cały stres był niepotrzebny. Myślę sobie, że kwestia posiadania potomstwa jest każdego osobistym wyborem, na który nikt nie powinien wypływu. Nie oceniajcie i przede wszystkim darujcie sobie swoje "złote rady" bo każdy ma prawo żyć jak chce. Nie piszę tego we własnym imieniu bo ja staram się być ponad to wszystko. Piszę to w imieniu osób, które np. nie mogą mieć dzieci, lub tych, które po prostu świadomie wybierają inną drogę życiową. Zanim zaczniemy osądzać drugiego człowieka warto poznać jego historię...
Kiedy dziś myślę o swoim życiu to nie widzę już tych ciemnych barw. Jestem szczęściarą, bo wiele mi się udało. Marzę o tym by nauczyć się w każdej sytuacji znaleźć coś pozytywnego, ale to póki co dla mnie level MASTER...
Jeszcze dużo przede mną...
Jeszcze wiele się muszę nauczyć...
Jeszcze będzie na wszystko czas...
Ściskam,
F.P
Bardzo długo nie pisałam, nawet nie wiem gdzie podziały się te 3 miesiące. Dużo się dzieje w moim życiu i przez to brakuje mi czasu na wszystko. Znacie tą rutynę praca--->dom, a gdzie tu mieć czas na inne kwestie. Jestem osobą, która nie lubi zmian, boi się ich i ma zawsze miliard obaw. Dlaczego? Być może dlatego, że nie czuję się wtedy komfortowo, bezpiecznie. Zmiany są potrzebne, bo rutyna w każdej sferze bywa męcząca. Na niektóre zmiany nie mamy wpływu...czyli np. na metrykę. Ostatnio przekroczyłam pewien "próg" i póki co jestem na etapie oswajania się z tym faktem. Pewnie myślicie sobie, po jakiego grzyba przeżywać swoje kolejne urodziny. Mało jest ważniejszych problemów?
Mówcie co chcecie, ale ja serio jeszcze kilka dni temu myślałam, że zmiana z 2 na 3 to dramat :)
Nigdy mi się nie zdarzyło płakać przed własnymi urodzinami, a tym razem był ryk! Co innego ryczeć
- na 18 tkę dostałam pałę z polskiego od nauczycielki, która z niewiadomych przyczyn mnie nie znosiła;
- wleciałam w wielkie gówno (serio miało to miejsce :))
- otrzymałam telefon od szefa, nie z życzeniami, a z info, że mnie zwalnia!
- bliska Ci osoba wyszła ze szpitala po wielomiesięcznej chemii, bez sił na nic, w rezultacie wszyscy płakali przy moim torcie;
Wszystkie te wymienione sytuacje miały miejsce w moim życiu.
Dlaczego o tym piszę? Może by pośmiać się z samej siebie, by wyciągnąć jakąś lekcje, a może by podnieść na duchu kogoś, kto dopiero doświadczy takich "zmian",a być może produkuję się tu dla tych, którzy czytając mój wywód uśmiechną się i pomyślą, że też tak mieli i powspominają sobie stare dobre czasy.
Pewnie większego dramatu całej sytuacji dodaję fakt, iż postanowiłam sobie zrobić małe podsumowanie swojego życia. Głupia uznałam, że w pewnym wieku, pewne kwestie powinno się już mieć odhaczone. Otóż mam 30 lat, wiem, że wyglądam na 25 lat i dobrze mi z tym. Nie mam męża, dzieci, talii osy. Czy czułam się z tym źle? Miliard razy! Czy szukałam winy w sobie? Oczywiście! Czy ja w ogóle chce mieć dzieci? Chyba...
Ślub mnie przeraża, nie sam sakrament, a wielka impreza, w trakcie której chcesz zadowolić gości a nie siebie. Gry weselne? Dramat! Pierwszy taniec? Masakra!
Ja podczas organizacji imprezy rodzinnej chodzę jak mały nakręcony robocik, a gdzie tu wesele?
Czy czułam się gorsza od moich znajomych, które są już Mamami?
Oczywiście, bardzo, źle reagowałam na pytania: A Ty kiedy? Zegar tyka...
Kolejną część tego posta piszę tydzień później. Czuję, że emocję opadły, a cały stres był niepotrzebny. Myślę sobie, że kwestia posiadania potomstwa jest każdego osobistym wyborem, na który nikt nie powinien wypływu. Nie oceniajcie i przede wszystkim darujcie sobie swoje "złote rady" bo każdy ma prawo żyć jak chce. Nie piszę tego we własnym imieniu bo ja staram się być ponad to wszystko. Piszę to w imieniu osób, które np. nie mogą mieć dzieci, lub tych, które po prostu świadomie wybierają inną drogę życiową. Zanim zaczniemy osądzać drugiego człowieka warto poznać jego historię...
Kiedy dziś myślę o swoim życiu to nie widzę już tych ciemnych barw. Jestem szczęściarą, bo wiele mi się udało. Marzę o tym by nauczyć się w każdej sytuacji znaleźć coś pozytywnego, ale to póki co dla mnie level MASTER...
Jeszcze dużo przede mną...
Jeszcze wiele się muszę nauczyć...
Jeszcze będzie na wszystko czas...
Ściskam,
F.P
czwartek, 14 lipca 2016
CALIFORNIA DREAMING...
Choć pogoda ewidentnie nie dopisuje chciałam Was zaprosić na nowy lookbook. Spodenki jeansowe zestawiłam ze zwykła bluzką i wzorzystą narzutą ala kimono.Właśnie te wzory skupiają na sobie największą uwagę, więc reszta jest bardziej stonowana. Wygodna stylizacja idealna na lato. Tego typu nakrycie można zestawić zarówno z sukienką jak i spodniami. A Wam z czym się kojarzą wakacje ? ;)
Stylizacja:
buty LACOSTE
spodenki DIVERSE
kimono STRADIVARIUS
bluzka NO NAME
okulary SINSAY
niedziela, 3 lipca 2016
BABY BLUE BOMBER
Kurtki typu "bomber" zdecydowanie królują w tym sezonie. Nosi się je do sportowych, a także eleganckich stylizacji. Ja swoją "bomberkę" zestawiłam z elegancką sukienką i sportowymi butami ;)
Wy oczywiście możecie wybrać jeszcze inne połączenie. Nie bójcie się eksperymentować!
Wy oczywiście możecie wybrać jeszcze inne połączenie. Nie bójcie się eksperymentować!
STYLIZACJA:
buty REEBOK
torebka & sukienka MOHITO
kurtka STRADIVARIUS
wtorek, 14 czerwca 2016
Kosmetyki do pielęgnacji włosów...
Dziś skupie się na kosmetykach dedykowanych włosom. W końcu, która z nas nie chciałaby mieć gęste, lśniące i zdrowe włosy? Moje są z natury suche i muszę często posiłkować się różnymi maskami. Tym razem sięgnęłam po produkt marki SYLVECO tj. lnianą maskę do włosów. Producent w następujący sposób opisuje kosmetyk:
"Hypoalergiczna maska do włosów z ekstraktem z nasion lnu zwyczajnego i olejem kokosowym przeznaczona jest do pielęgnacji włosów suchych i łamliwych. Jest bogata w składniki nawilżające i odżywcze, pozwala poprawić wygląd i kondycję włosów. Olej kokosowy, dzięki swoim wyjątkowym właściwościom, wykazuje zdolność przenikania do struktury włosa, zwiększa nawilżenie końcówek, zapobiega także ich rozdwajaniu się. Związki śluzowe, zawarte w nasionach lnu, powlekają i chronią włosy, znakomicie je wygładzając. Nałożenie maski po umyciu ułatwia rozczesanie włosów, zapewnia efekt miękkich, lekkich i lśniących kosmyków. Stosowanie maski jako kompresu, przed myciem, zdecydowanie poprawia nawilżenie i zwiększa elastyczność włosów."
Po
regularnym stosowaniu maski, zauważyłam, że włosy łatwiej się rozczesują, a
także zmniejszyła się ilość rozdwojonych końcówek. Dużym plusem, jest to, że
produkt nie obciąża włosów i łatwo się spłukuje.
Nie
powaliła mnie ta maska na kolana, więc nie sięgnę po nią drugi raz. Cena ok 28
zł.
Kolejnym
testowanym przeze mnie kosmetykiem była ACTYVA, Bellessere Oil
(Olejek arganowy 'Nektar piękna`).
"Luksusowa kombinacja naturalnych olejków Bellessere Oil z serii Actyva włoskiej firmy Kemon. Kosmetyk inspirowany starożytnymi rytuałami kosmetycznymi - dobroczynne kojące i ochronne właściwości olejków znane i doceniane są od tysięcy lat.Zawiera naturalne przeciwutleniacze gwarantujące działanie antyoksydacyjne oraz substancje zmiękczające które odżywiają, regenerują i chronią włosy. Swoje doskonałe właściwości kosmetyk zawdzięcza przede wszystkim zawartości oleju arganowego oraz oleju lnianego. Olej arganowy jest bogaty w witaminę E oraz kwasy Omega 6 o działaniu antyoksydacyjnym i przeciwutleniającym, hamuje procesy starzenia, regeneruje i nawilża włosy, zabezpiecza przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Olej z nasion lnu ma właściwości odżywcze i zmiękczające, wygładza włosy i nadaje im piękny naturalny blask. Ultralekka konsystencja nie powoduje efektu obciążenia a subtelny zapach sprawia, iż aplikacja produktu jest niezwykle przyjemna."
Olejek
ma przyjemny zapach, fajnie nabłyszcza włosy, niestety tylko na chwilę i to
koniec jego zalet. Koszt 150 zł.
wtorek, 7 czerwca 2016
LOOKBOOK : Rock with U...
Dziś chciałam Wam pokazać pomysł na prostą i ponadczasową stylizacje, która będzie na co dzień jak i na wyjście ze znajomymi. Postawiłam na wygodę i rockowy akcent. Jeansy z wysokim stanem zestawiłam z przewiewnym t-shirtem, pazura dodaje ramoneska, a kobiecym akcentem są czerwone szpilki i torebka w kształcie serduszka.
Jeans NEW LOOK
T-shirt ZARA
Jacket DIVERSE
Shoes & Bag MOHITO
piątek, 6 maja 2016
O tym co szczerze polecam...czyli kosmetyki dla ciała i duszy ;)
Witajcie,
Po długiej przerwie wracam! I to nie byle jaki powrót, bo z porcją nowych perełek kosmetycznych. Część pewnie jest już Wam dobrze znana, a część miała swoją premierę niedawno :) 3...2...1...Zaczynamy!
Na początek produkty polskiej marki ZIAJA, którą absolutnie uwielbiam. Za świetną jakość, a także przystępną cenę. Znajoma poleciła mi balsam z serii Kozie Mleko. Nie byłam przekonana, bo nie przepadam za przetworami od kozy :P Testuje balsam do ciała i mydło pod prysznic. Dziś mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z zakupu. Produkty mają przyjemny zapach, szybko się wchłaniają. Po ponad tygodniu stosowania moja skóra stała się gładka, miękka, nawilżona i bardzo przyjemna w dotyku. Zniknęły wszelkie objawy przesuszonej skóry, jakie występowały u mnie do tej pory. I co najważniejsze - nie uczula, nie miałam po nim żadnych podrażnień, jak po niektórych balsamach. Kosmetyki przeznaczone są do skóry suchej i normalnej. Szczerze polecam!
Aqua Allegoria Pera Granita marki Guerlain to kwiatowo - owocowe perfumy, które oczarowały odkąd tylko powąchałam próbkę. Są to nowe perfumy, które swoją premierę w Polsce miały niedawno. Twórcą kompozycji zapachowej jest Thierry Wasser. Nutami głowy są grejpfrut, bergamotka i cytryna; nutami serca są kwiat pomarańczy, osmantus i gruszka; nutami bazy są mech, białe piżmo i cedr. Jeśli uwielbiacie świeże i kwiatowo-owocowe zapachy to ten perfum jest dla Was!
Obecnie jestem na etapie testowania produktów do włosów, także za jakiś czas na pewno podzielę się z Wami moimi odczuciami. Jeśli znacie kosmetyki, które są warte uwagi, dajcie znać w komentarzach :)
Po długiej przerwie wracam! I to nie byle jaki powrót, bo z porcją nowych perełek kosmetycznych. Część pewnie jest już Wam dobrze znana, a część miała swoją premierę niedawno :) 3...2...1...Zaczynamy!
Na początek produkty polskiej marki ZIAJA, którą absolutnie uwielbiam. Za świetną jakość, a także przystępną cenę. Znajoma poleciła mi balsam z serii Kozie Mleko. Nie byłam przekonana, bo nie przepadam za przetworami od kozy :P Testuje balsam do ciała i mydło pod prysznic. Dziś mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z zakupu. Produkty mają przyjemny zapach, szybko się wchłaniają. Po ponad tygodniu stosowania moja skóra stała się gładka, miękka, nawilżona i bardzo przyjemna w dotyku. Zniknęły wszelkie objawy przesuszonej skóry, jakie występowały u mnie do tej pory. I co najważniejsze - nie uczula, nie miałam po nim żadnych podrażnień, jak po niektórych balsamach. Kosmetyki przeznaczone są do skóry suchej i normalnej. Szczerze polecam!
Aqua Allegoria Pera Granita marki Guerlain to kwiatowo - owocowe perfumy, które oczarowały odkąd tylko powąchałam próbkę. Są to nowe perfumy, które swoją premierę w Polsce miały niedawno. Twórcą kompozycji zapachowej jest Thierry Wasser. Nutami głowy są grejpfrut, bergamotka i cytryna; nutami serca są kwiat pomarańczy, osmantus i gruszka; nutami bazy są mech, białe piżmo i cedr. Jeśli uwielbiacie świeże i kwiatowo-owocowe zapachy to ten perfum jest dla Was!
Obecnie jestem na etapie testowania produktów do włosów, także za jakiś czas na pewno podzielę się z Wami moimi odczuciami. Jeśli znacie kosmetyki, które są warte uwagi, dajcie znać w komentarzach :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








